Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mój panie Modeście — odezwał się — trudno ci znowu dziecko własne i jego przyszłość poświęcić dla... jakiegoś posłannictwa, którego skutek — pozwól sobie powiedzieć, jest bardzo wątpliwy... Mógłbyś bo podać prośbę o uwolnienie...
— Ja? ja? — żywo przerwał Słomiński — ja? nigdy w świecie! Zrzec się tak wielkiej i zaszczytnej missyi? którą mi z góry powierzono! nigdy w świecie — powtórzył.
Mówił coraz głośniej, a panna Aniela posłyszawszy tę wrzawę z drugiego pokoju, nadbiegła wystraszona.
Kochany ojcze, — zawołała — mam twe słowo, że nie będziesz się rozgorączkowywać w rozmowach, to ci zawsze szkodzi...
— Spojrzała na pana Augusta, a ten zaraz dorzucił:
— Właśnie i ja o to samo prosiłem pana Modesta.
Stary z lekka córkę odsunął od siebie, oczy mu się paliły, wargi drżały.
— Dajcież mi pokój z tym nieboszczykiem panem Modestem, gdy jesteśmy w kółku poufnem... Wiem przecież kto jestem — uderzył się w piersi — nikt mi tu rozkazywać nie ma prawa.
Hetman koronny, czasu bezkrólewia...
— Nikt nie rozkazuje! — przerwał pan August — my cię tylko prosimy... Zlituj się, im do ważniejszego poczuwasz się posłannictwa, tem więcej szanować się powinieneś...
Aniela chwyciła obie jego ręce, przyklęknęła...
— Kochany ojcze! mój drogi tatku, zlituj się nademną — uspokój się, proszę, błagam.
Słomiński pocałował ją w głowę, łza jakaś zbłąkana zakręciła mu się w oku.
— Mój drogi — rzekł pan August — ty to najlepiej wiedzieć powinieneś, że nieboszczyków do życia tylko