Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/14

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    oddalić i uniknąć podziękowań i niemiłych pochwał, któremi go obsypywano.
    Policyant już nawet, zapóźno przyszedłszy, rozpędzał tłum, aby módz zdać szczegółowy raport zwierzchności. Znalazł się i lekarz, który przykląkłszy, zajął się cuceniem omdlałego bursza... Zbawca tymczasem napróżno dokoła się oglądał, dopominając się swych sukni... Chłodny dosyć wieczór powrót do domu w obmokłej koszuli bez wierzchniej odzieży czynił bardzo przykrym.
    Studentowi też znać nie tyle już może szło o surdut, co o książki, które razem z nim znikły.
    Oburzali się przytomni, klął policyant — lecz nie było na to rady...
    Nerwowy ów jegomość nie powracał, odzież i książki przepadły. Chłopak znać sobie pomyślał, że na świecie najczęściej się tak opłaca poświęcenie dla ludzkości — uśmiechnął się smutnie i już tak, jak stał, chciał się co najprędzej wyrwać z ciżby i pójść gdzieś ogrzać przynajmniej po nie potrzebnej zimnej kąpieli.
    Tymczasem łódkę z dwoma towarzyszami Hänschen’a przyprowadzono do brzegu, wylękli bursze stali smutni nad ciałem towarzysza, który wprawdzie znaki życia dawał, ale nie był jeszcze przytomnym..