Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pierwszy rzut oka. Usiłowałem w sobie złamać ten jakiś wstręt do brata mojej przyszłej żony, alem napróżno pracował.
Wpływało może na to, iż od jego przybycia, hrabina zmuszona zajmować się jakiemiś interesami ważnemi, mniej była przystępną, mniej dla mnie czułą, zamykała się często po całych dniach, zdrowie jej nawet cierpiało od tej nieustannej pracy.
Malaria, która nam w roku przeszłym nie dopuściła zwiedzić oddaleńszych ruin i zabytków Rzymu, ustała, byłem znękany, potrzebowałem rozrywki, wybrałem się sam jeden, drzwi mej pani zastawszy zamknięte, z powodu jej zajęcia interesami, do termów Caracalli. Obszerne te i olbrzymie ruiny dosyć wyglądają malowniczo; wszedłem w nie zamyślony, roztargnionemi oczyma rzucając po słupach potężnych i zawieszonych nad mą głową popękanych sklepieniach, Cicerona, który mnie chciał prowadzić i sprzedawać mi odłamki marmurów, odpędziłem precz, puściłem się w głąb. Wiadomo, że gdzie cienkie mury, to popodtrzymywane są dla ich wzmocnienia powznoszonemi ściankami, stałem właśnie w cieniu za jedną z nich, gdy nagle przez szczelinę starego słupa ujrzałem...
Hrabinę siedzącą z bratem na starej bryle upadłego muru... ale w dosyć dziwnej postawie... brat miał głowę spuszczoną, jej skroń spoczywała na jego ramieniu z czułością, z wyrazem smutku i miłości niewysłowionym, oboje byli tęskni, zdawali się znużeni. Tknęło mnie coś w serce, zastanowiłem się jak wryty, niestety, aby następującą usłyszeć rozmowę:
— Ludwiku, mówiła ona, nie dręcz mnie, nie wyrzucaj mi, nie sądź, aby się serce moje dla ciebie zmie-