Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


życa światło... cmentarz, i śmiechy, całe życie ludzkie w jednej godzinie. A potem wszystkiem? stypa w gospodzie! możnaż co dodać do obrazu, dzięki Amfitrionowi.
Frazes był za długi, chciał mówić za wiele, nie wypowiedział nic prócz ogólnika, ale miał minę pokaźną... Malarz, który wziął książkę potem, przeczytał go i zawahał się trochę, zmuszony coś wpisać także. Wreszcie napisał nazwisko:
„Giovanni Sestini. Italio moja! cmentarzu wielki, jakże cię kochać łatwo... gdy tylu widokami, myślami, pamiątkami mówisz do serca! Niech żyje Italia.“
Wszyscy się dotąd zdobywali na nic nie mówiące ogólniki, jako ludzie przyzwoici, którzy przed publicznością nie rozbierają się do koszuli... towarzyszka p. Sestini, uśmiechnęła się do niego, spojrzała nań czule i drżącą rączką tuż przy nim wpisała:
— „Giulia Sestini. Tutto con te mi piace...“
Było by to niedarowanie pospolite, gdyby w tych kilku słowach piosenki nie wyrażało się głębokie uczucie; skromnie, cicho, nie potrzebując nawet wdzięczyć się przed ludźmi, szepnęła do ucha tylko miłemu, jedno, zawsze jedno. Con te! Towarzysz uścisnął jej rękę... i uśmiechnęli się sobie, tylko sobie.
Z dwóch artystów siedzących za nimi, słuszniejszy wziął księgę do ręki, i podpisał się zamaszysto:
— „Herman Spauer von München, — dodając motto:
— Życie wyraża się w sztuce całe.
Po nim mniejszy zadumał się długo nad białą kar-