Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dnie, posągi pootłukane i dziwaczne, ni to muzeum ni cmentarz, ni magazyn starożytności trzeciego rzędu... Panu Bogu równie się illuminacja nie udała jak stróżowi, pochodni było za mało i żaden piorun nie uderzył chociaż w cyprysy stojące w pośrodku, co gdyby było się trafiło, mogło być wcale nieszpetnem... Zresztą lichota!! widzicie państwo, że ja to już w zgromadzeniu mam taką rolę, jak w śpiewaczych chórach mniszych turbator chori... Szanowny nasz gospodarz, mówił dalej wskazując Anglika, po to tam był, aby spił kwiat i śmietankę z obrazu, którego tylko zachować chciał stronę poetyczną, oryginalną, osobliwszą... Po co znaleźli się artyści, to jasne i niepotrzebujące tłumaczenia: jedni wyniosą jaką myśl, którą po swojemu wykrzywią, a drudzy zwątpią o sobie... Najtrudniej mi będzie zrozumieć, po co tam byłaś pani? ale i to zdaje mi się nie Edypową zagadką. Widok ten był dla cię orzeźwiającym, bo wcale inaczej teraz wyglądasz: odzyskałaś pani humor, śmiałość, zdrowie, czego winszuję...
— A przynajmniej gorączkę, szepnęła kobieta, — to pewna...
— Wszystko się na świecie tłumaczy, rzekł pierwszy, oprócz tego, dla czego herbata jest taka zła we Włoszech... a kobiety tak brudne?
— O! to! przerwał garbus, który widocznie pragnął się popisać z dowcipem... i trochę zazdrościł pierwszemu mowy, — jak może być herbata dobrą tam gdzie jest niepotrzebną? W tutejszym klimacie to trucizna... kobiety zaś są brudne, bo wiedzą, że są tak piękne, iż nawet powalane, do bóstw będą podobne...
Spojrzał na Włoszkę żonę artysty, która rzuciw-