Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nasze figurki, nasza nicość wpośród tego jeziora asfaltowego, z pod którego skamieniałych fali bucha od lat tylu niewygasły płomień. Co za cuda! co za cuda!
Nie bez kilku ośliźnień i wykrzyków przebyto wreszcie owo morze i podróżni odetchnęli na piasczystej, kamieniami wulkanicznemi zasianej dolinie, dzielącej Sommę od Wezuwjusza.
Tu potrzeba było spocząć i nabrać sił do wdrapania się na górę, ztąd właściwie rozpoczynało się najtrudniejsze zadanie. Przewodnicy, ocierając pot z czoła, gotowali krzesła, szlejki skórzane, któremi ciągnąć mieli, mężczyźni silne ręce do podtrzymywania osłabłych. Wnijście na Wezuwjusz, nawet dla Anglików, którzy nieraz odbywali już pieszo wędrówki na Flegièrę, Montanvert i wyniosłości otaczające Montblanc, było rzeczą wcale nową. Inna jest po dobrze utartej ścieżce, na mule posłusznym, oswoiwszy się nieco z widokiem przepaści u stóp, powolnie, wjeżdżać, lub wchodzić po twardym gruncie a choćby ostrych kamykach, na zmniejszoną krętą drożyną wysokość, a inna wleźć na taką głowę cukru jak wulkan neapolitański, stromą i zawaloną żużlami przepalonemi i ostremi, które nogi kaleczą, lub popiołem, w którym się po kostki tonie. Większa też część wędrowców każe się nieść na krześle czterem silnym i przywykłym do tego ludziom, lub (co taniej) ciągnąć na pasku skórzanym; nie wielu, zdyszanych z biciem krwi i twarzą zbrzękłą, potrafi dobić się o własnych silach na małą płaszczyznę, otaczającą krater.
W tak licznem towarzystwie, jak było opisane, w części z kobiet złożonem, miłość własna musiała grać także pewną rolę, gdy przyszło do wyboru środ-