Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/9

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    prawdę zawierały pergaminy i dokumenta, któremi się oni nie chwalili. Z ojca w syna byli to oddawna ludzie jednego ducha i charakteru, starający się tylko o spokój, o ciszę, o zgodę z ludźmi i żywot który nikomu nie zawadzał, nikogo nie raził i nikomu powodu do zazdrości nie dając, dozwolił im w cieniu Pana Boga chwalić. Odrodzili się od Spytków z Mielsztyna, ale im z tem znać już dobrze było, bo od wielu pokoleń z Mielsztyniec się prawie nie wychylali. Musiało coś w starych podaniach zniewalać ich do tego; szeptano po cichu, iż taki rozkaz swym następcom do kilku pokoleń wydał któryś Spytek, a oni go święcie spełniali. Nikt jednak z pewnością przyczyny tego osamotnienia nie wiedział, sąsiedzi do niego przywykli, zwyczaj uświęcił ten rodzaj życia i nikt się im nie wdzierał w ten kąt spokojny. Mielsztyńce z kilku pięknemi wsiami, z wielkiemi lasami, rozległą bardzo przestrzenią, składały pięknie zaokrągloną całość, odgraniczoną, odrębną, a szczęśliwie położoną, że tam nie bardzo kto miał potrzebę zaglądać. Małe miasteczko w pośrodku nad rzeczką i stawem, opodal nieco od niego zamczysko na wzgórzu, otoczone wiekuistemi drzewy; dalej po równinie rozrzucone wsie i folwarki, osady, młyny i pojedyńcze dworki dożywotników, starych sług starej rodziny. Już to życie szło takim trybem, że się wszystko trzymało długo, jednakowo, niezmiennie, a otaczający dwór mielsztyński ludzie także od wieków i pra-pradziadów mu służyli. Kto się ztąd gorączką jakąś i pragnieniem nowości party oddalił, już chyba nie powracał, bo wytrwać by nie mógł w tej atmosferze tak jednostajnej, uspokojonej, milczącej, iż od stu lat może widocznej zmiany żadnej czuć w niej nie było.
    Dwór mielsztyński budził ciekawość przybyszów, ale gdy się z nią kilka razy o mury jego nadaremnie obili, a przekonali się, że przebić ich nie było podobna, że i ludzie nie mieli ochoty się wygadywać i panowie znajomić, w końcu każdy dawał za wygraną i... jeśli był już bardzo tem tknięty, to się sobie po cichu uśmie-