Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na bułanym jechał stępaku, to choć rząd był z rzemienia, ale węgierski i misterny, i było co na niego popatrzéć.
Takim to był pan miecznik Sieradzki, który raźno w dziedzińcu zsiadłszy z konia, otrząsnąwszy się, skierowawszy żonę, jéj dwór i syna ku wskazanemu mieszkaniu, sam żywym krokiem wśród szeptów przytomnych, pospieszył do klasztoru. Na pół korytarza powitali go xiądz Ignacy Mielecki i Piotr Lassota, i tuż stante pede poczęły się długo trwać grożące mowy obustronne, gdy pan Piotr Czarniecki, z księdzem przeorem nadchodząc je przerwali; szli także naprzeciw Miecznika.
Nie mógł tak uroczystéj opuścić okazji pan Zamojski i ucałowawszy rękę dostojnego Przeora, rozpoczął ore facundo przywitanie, kto wié czy trochę w drodze nie przygotowane?...
Stat sua cuique dies, przewielebny Przeorze dobrodzieju! na mnie też przyszedł szczęśliwy dzień, w którym na rozkazy wasze, do obrony tego miejsca świętego przybywam i staję clam et aperte, directe vel indirecte walczyć gotów. Cum sua non insaniat hostilitate Szwed jeszcze, czas właśnie durum contra durum postawić, przeciw napastnikowi zawziętemu, męz-