Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
227





XIII.

Noc cała zeszła bezsennie; jeszcze się nie byli oswoili zakonnicy i ślachta z wojną, która ich żelazném opasała kołem; jeszcze każdy szelest, każdy krzyk ich przerażał, zdawało im się że słyszą szturm, że widzą zdobycie; brzask wschodzącego dnia zastał wszystkich na nogach.
Stosownie do rozkazów przeora, pomimo zajęcia nowego, które mnożyła walka, nic nie zmieniło się w nabożeństwie, w obyczajach zakonnych; dzwony ozwały się o swojéj godzinie, zwołując na mszę do kaplicy Najświętszéj Panny, gdzie odśpiewywano godzinki i primarję.
Gdy się to dzieje, szwedzi plączą się dokoła i po wczorajszym popłochu, po spędzonéj tak-