Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rysiu! — I wziął ją za rękę, a jejmość w salopce krzyczała:
— Dobrał opiekuna! Kot myszy pilnuje! Dobrze spełniasz opiekę, bezbożniku! Ja ciebie nauczę! Jutro dam znać do kwartału, do policyi, jutro tę dziewczynę wsadzę na chleb i wodę na rekollekcje! Śliczny mi opiekun! po nocy swoję pupillę wykrada! Opiekun i opiekun! Tyś złodziéj nie opiekun! —
Gdy ona to mówiła, oni już byli za bramą. Pan Antoni milczał, Marysia płakała. Po chwili on ją pocieszał; była już spokojniejszą, przyszli do domu, i Marysia ściskała opiekuna tak czule, że zapomniał o wschodach, o jejmości w salopce, i o tém, co