Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/87

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Znowu Panie! Mówię ci, nazywaj mnie Antosiem! —
    — Dobrze, Panie! ach! powoli! tak ciemno! nie trafim na wschody. Pani czasem posłyszy, wyjdzie — ja się spalę ze wstydu. —
    — Chodźże tylko prędko — chodź — chodź. —
    — Nie mogę trafić na wschody, boję się stuknąć, Pani wyjdzie. —
    — Ts! cicho! co ci się tam marzy? Twoja Pani śpi może — już po dziesiątéj! —
    — O! ona nie śpi! ona myśli, że ja mówię pacierze! Powoli! aj! omało nie upadłam, a biédna ja siérota! powoli! poręcza chwycić się nie mogę! —
    Tak wołając, szli w ciemności po wschodach. Pan Antoni prowadził