Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiem Deredajłłą. Zazdrość zapuściła szpony w serce, różne myśli gorzkie wpiły mu się w duszę — porywa talerz z sobą i leci do salonu; tu niéma nikogo — do gabinetu — zamknięto; patrzy przez dziurkę od klucza, widzi falbanę sukni żony, bót męzki, słyszy wzdychania, jęki — ciska talerzem o drzwi, tłucze łyżką o klamkę — otwierają się podwoje — o zgrozo! Prawda! kuzynek samnasam z Jéjmością. I byłoby do pojedynku lub tragicznych przyszło awantur, gdyby Jéjmość nie postąpiła z najzimniejszą krwią ku niemu i nie zapytała go: czego żąda?
Terepajłło tak był rozgniewany, iż mówić nie mógł; wreście zapytał ze swojéj strony: co tu robi-