Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drżało; było to samo uczucie, którego doznawałem nad grobem wielkiego bohatéra. Dzisiejszy Rzym jest popiołem dawnego Rzymu. W stolicy muzyki dziś głucho; dzwony tylko, przeciągły głos organów, niezgrabne pieśni wynędzniałego ludu, niesforne orkiestry i chóry kościelne, oto muzyka włoska w Rzymie. A ja, com jechał rzuciwszy czarujące opery Niemiec, stanąłem jak nad rozbitą lutnią Orfeja, nastawiałem ucho, czekałem — we Włoszech nie było muzyki, trzeba było pragnącą dźwięków duszę poić tylko wspomnieniem. Duch wielkich mistrzów staréj poważnéj muzyki kościelnéj odleciał ztąd na wieki. Lazzaroni śpiewali w niezrozumiałym