Przejdź do zawartości

Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Powszechnie głoszą, żeś się rozbałamucił. —
 — Jak to? cóż to znaczy rozbałamucił? Baronie! nałoż mi fajkę. —
 — Znaczy, że się włóczysz po kawiarniach, po spacerach, próżnujesz i bąki strzelasz. —
 — Radbym wiedział, co to komu szkodzi! Baronie! zapal łuczynkę. —
 — No, zapewne; ale zawsze źle, kiedy o tém mówią. —

 — W mojéjże mocy temu zaradzić? sam wyznaj, Wiktorze! Język ludzi, to młyn skrzydlaty, który zawsze mleć musi, a gdy niema co, sam się sciera i miele. Skrzydeł jego nie utrzymasz porwawszy za rogi, chyba ze środka z wewnętrzném przekonaniem o niedorzeczności plotek. Bądźże