Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Emisarjusz.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


były piórka, oznaczające pośpiech, z jakiem lecieć były powinny, a na których kopertach stało: Bardzo ważne (Wieśma nużnoje) i — sekretne, uderzyły oczy przerażonego sekretarza. Nadzwyczaj rzadko coś podobnego trafiło się odbierać miejskiej policji, aż tu trzy naraz pisma sekretne. Nie wiedzieć dlaczego ręce zadrżały sekretarzowi.
— Stój przy progu i pilnuj, ja muszę do policmajstra — zawołał, pochwycił trzy sekretne i z miną ważną wszedł do pokoju, w którym pułkownik z wyciągnionemi nogami, w szlafroku, z cygarem zabawiał się trafnemi żarcikami z guwernantką swoich dzieci.
Jeśli nie miłem mu było wdarcie się w jego kółko prywatne, gdy grał ze sprawnikiem, stokroć bardziej oburzającym wydał mu się sekretarz, napastujący go o godzinie dziewiątej, odpoczywającego po trudach.
Zmarszczył się jowiszowym gniewem... ale nieustraszony sekretarz podał mu trzy pisma sekretne i świecę.
Pułkownik nic nie mówiąc rozerwał pierwszą kopertę... popatrzył chwilę i pokiwawszy głową odłożył ją na sofę... nastąpiła druga... brwi się namarszczyły, ręka zadrżała; ruszył gwałtownie ramionami i odłożył ją widocznie zaniepokojony. Ale trzeci papier, trzeci, który mu pozostał na zakąskę... tak go przeraził, iż porwał się nagle z kanapy, obłąkanym okiem powiódł po pokoju, chwycił się za głowę i jak szalony wyleciał do kancelarji.
Sekretarz ledwie mógł za nim podążyć, blady jak chusta i drżący.
Policmajster wyrwany z łona rodziny, piorunem wpadł do kancelarji, widocznie sam nie wiedząc co począć, zatrzasnął drzwiami za sobą, pochwycił się za głowę.
— Słuchaj... na odwach natychmiast sześciu ludzi... z bronią... rozumiesz... — rzekł do inwalidy. —