Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dziadunio.djvu/309

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    rzem osłonić, przypomniawszy sobie że historya trzydziestoletniej wojny ocaliła życie Dąbrowskiemu... a naostatek bukiet kwiatów... i dziewiczy pocałunek na białem czole złożony... jak błogosławieństwo, wyszedł wzruszony z tego posiedzenia, które się we łzy w końcu roztopiło. Stamm po córce ani myślał na nowo nawracać upartego, pożegnał go zimno; tak samo matka... Iza wyprowadziła do ganku i spłakana wróciła oparta na rękach pani Leonory...
    — Wszyscy są, waryaci! wiele ich jest! zakończył Stamm...
    Noc już była, ale nocy wiosenne tak krótkie, Władek wyrywał się nazad do obozu, Szymbor go już przeprowadzać nie myślał... znużony chciał co najrychlej wrócić do domu, i pod pozorem jakimś uciec do Warszawy lub za granicę, gdyż powstanie było dlań wstrętliwe i niewygodne... Coś mu tylko mówiło że powinienby się wstrzymać... i że los Władka i jego partyi prędko się powinien rozwiązać.
    Nad świtaniem młody chłopak stanął na powrót w lesie, a zbudzony przybyciem jego Antek, oznajmił mu o Szambelanie... Przyjazd ten nie był zresztą bardzo dziwnym, ale determinacya zaciąg-