Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Henryk. Ale jakże urosł od tego czasu jakem go niewidział, dodał potém nieznajomy oglądając go w około.
Kto inny, i czytelnicy moi, zapewne poznali, że ów podróżny nie jest ojcem Ryszarda. Metr jednak i syn nic nie mówili, bo obłąkany młodzieniec myślał o czém inném, a muzyk nie znał samego Pana Mączki.
— Tylko to dziwno! mówił sam w sobie metr Amfion Smyczko, że ten Jegomość wczoraj wyjechawszy, zapomniał imienia swego syna, i