Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

skie miała czoło, o ile nadto przedłużony był podbródek. Oczy jej były wypukłe i doskonale okrągłe, a usta z niewymównym wdziękiem blisko uszu się kończyły. Jeden miejski dowcipniś utrzymywał, że bez nadwerężenia potężnych swoich zębów, panna Lukrecya śmiało do jedzenia wazowéj łyżki używać mogła. Wargi jej, gdyby było za siedlisko Gracjom naznaczone, wyznaćby należało, iż te boginie wygodnie na nich umieścićby się mogły; nawet w towarzystwie swego dworu. Miała wprawdzie nosek tro-