Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

280
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

— Ja czuję, widzę, pewna jestem! ja się nigdy nie mylę! odpowiedziała kasztelanowa, trzęsąc się cała.
P. Floryan zachwiał się, poszeptał coś z nią i powrócił do gospodarza.
Tym razem dał mu znak, by wyszedł z izby, i choć drobny deszczyk kropił, wyciągnął go z sobą aż na przyźbę.
— Jakże panu na imię, mości gospodarzu? rzekł słodziuchno.
— Mnie? Mejer Richtig — odparł kłaniając się stary — do usług pańskich.
— Panie Mejer, panie Mejer! odezwał się Floryan: pan mi prawdy nie powiedziałeś, gdym go z troskliwości o tego podróżnego wypytywał... Pojmuję, że nie znając mnie, ufać mi nie możesz, i może masz powody słuszne a uczciwe do obawy; ale ja daję WPanu szlacheckie słowo honoru, że się go pytam o to nie w chęci szkodzenia, ale w intencyi służenia temu, którego się domyślam ukrywającego w alkierzu. Mów mi WPan prawdę.
— Jaką prawdę? co za prawdę? odparł Mejer alboż jéj nie powiedziałem?
— Ale tam jest wcale kto inny!
Mejer oburzony, ruszył ramionami.
— Proszę już mi dać pokój, kiedy mi pan nie wierzy... rzekł i chciał odchodzić.
— Bardzo przepraszam, ale tu są ważne okoliczności.
— Któż to ma być? co to ma być? zawołał Mejer nieco gniewnie — kogo ja mam tu chować? co JPanu się przywiduje? na coby się to mnie przydało? proszę mi powiedzieć.
P. Floryan heroicznie zdobył się na wyciągnienie