Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

279
DOLA I NIEDOLA.

i schorzały; kto wie co z niego będzie? Jemu już podobno ani wy, ani żaden doktor nie pomoże.
— Co? tak stary? spytał ciekawie Maluta.
— Dosyć stary, a jeszcze gorzéj schorzały — odparł żyd poufnie — i biedny. Ma przy sobie tylko jednego młodego chłopaczka... Posłałem już do familii, aby go ztąd wzięli, żeby mu się tu nie zmarło, bo trup w karczmie na długo odstręcza gości.
Kłamstwa te z taką pozorną naiwnością wypowiedział stary Żyd, że pan Floryan zupełnie strapiony odszedł, pewien będąc, iż się omylił
Tymczasem kasztelan pod jego niebytność drugi raz zakrzyczał.
— Wody! wody!
Głos był tak znany, że kasztelanowa porwała się z krzesła, przerażona straszliwie. Jermaszka także uląkł się, i nie myśląc już o przygotowanéj ciepłéj, podał zimnéj czerpakiem z wiadra, byle tylko co najprędzéj niebezpieczne wołanie przerwać.
Powracający uspokojony Maluta, spotkał we drzwiach kasztelanową bladą i wylękłą.
— Na miłość Boga! odezwała się po cichu, aby kuzynek nie słyszał: w tym alkierzu jest on! Słyszałam tylko co po raz drugi głos jego. Ja się mylić nie mogę — to on! to on!
— Ale i mnie się tak z początku zdawało, rzekł p. Floryan. Chodziłem śledzić, pokazało się, że stary jakiś szlachcic niedołęga. Całą jego historyę opowiedział mi Żyd: imaginacya!
— Żyd kłamie! jest w zmowie... to on! zawołała Krystyna.
— Ręczę pani, że nie.