Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/98

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Osoba ze wszech miar dla waćpana przypadająca... a nawet do pewnego stopnia krewna moja — odezwał się generał...
    Ostatnie wyrazy tak zdumiały Skórskiego i jakieś w nim podejrzenie obudziły, iż poskromiwszy się i nie dając poznać co uczuł, spolitykował.
    — Nad tém, rzekł, przynajmniéj mi się pan dasz namyśléć.
    Hochwarth popatrzył nań.
    — Nie naglę, odparł, namyślaj się pan — przyjdę za parę dni po odpowiedź. — Wstał, bez ceremonii kapelusz kładząc na głowę, i bez pożegnania wyszedł z pokoju...
    Skórski upadł na krzesło...
    Położenie było rozpaczliwe. — Dziwna ta zagadkowa propozycya ożenienia, chodziła mu po głowie, jak coś niezrozumiałego. Widział się osnutym siecią intrygi jakiejś, zgubionym... Życzył sobie ożenienia, ale jak wszyscy starzy kawalerowie trudnym był w wyborze. To co mu tak narzucano, nie mogło być czém iném jak ciężarem i niewolą. Oburzył się...
    — Wolę sobie w łeb strzelić! zawołał... Nie mógł już i tego dnia wyjść z domu, zamknął się, służącemu nakazał aby nie puszczał nikogo i gryzł się myślami, z których się wyplątać nie umiał...
    Zmierzchało już, gdy siedzący w przedpokoju lokaj, pomimo rozkazu pańskiego nie przyjmowania nikogo, przyszedł oznajmić, iż pani jakaś zakwefiona, nieznajoma, koniecznie się domaga być wpuszczoną.
    Skórski począł zniecierpliwiony dopytywać, jak wygląda, jak ubrana... Nie miał żadnych stosunków w Warszawie. — Ciekawość go wreście pobudziła do przyjęcia.
    W mroku ujrzał w chwilę potém kobiétę zakwefioną, idącą krokiem śmiałym do jego pokoju... Z postawy poznał że to ktoś był z towarzystwa lepszego, na myśl mu przyszła dziwaczna propozycya generała. Nie wiedząc co myśléć, postąpił kilka kroków... Kobiéta odsłoniła w milczeniu twarz, poznał generałową Hochwarth.
    Na widok jéj cofnął się przerażony. Blada, z oczyma gniewem zapalonemi, stała przed nim patrząc nań z pogardą i wyższością sędziego, który ma wyrokować o winowajcy.
    — Poznajesz mnie pan — odezwała się — domyśléć się powinieneś po co do niego przychodzę... Winieneś mi sprawę zdać z losu mojego dziecka... Gdzie ono jest? mów.