Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/124

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Róża rozśmiała się.
    — A gdzieby się podział! zawołała... gdzieś on tu musi być! ho! ho! Jak go tam nie stało, to go tu szukać...
    — A zkądże panna wié że go tam nie stało? zapytał żyd zdumiony...
    — Bo ja wszystko wiém — odparła Cześnikówna — na jawie tom głupia albo pijana, a no we śnie wszystko widzę jak na dłoni. Ho! ho! on tu gdzieś być musi!
    Ruszył żyd ramionami... Cześnikówna znużona ręce podłożyła pod głowę i zasnęła na stole, a spała tak do nocy. Chcieli ją wyrzucić z karczmy ale się nie dała, i pozwolili jéj tak spać do rana... Jak świt poczęto dzwonić w kościołku, Cześnikówna oczy przetarła, obejrzała się po izbie, westchnęła i wyszła... Ranek był szary, mglisty i smutny, dzwonek jęczał żałobnie, około kościołka oprócz dziadka nikogo... Róża weszła na cmentarz a z niego do kościołka, klękła w kruchcie i z podniesionemi rękami poczęła się modlić prawie głośno i płakać...
    Wyszedł ksiądz ze mszą świętą, ona na kolanach wpełzła do kościołka... Tu padła krzyżem i leżała tak przez mszę całą. Odprawiał ją trochę teraz zdrowszy ksiądz proboszcz staruszek, który zobaczywszy Cześnikównę, gdy wyszedł do zakrystyi, posłał po nią organistę. On jeden był wtajemniczonym, on jeden tu znał jéj dzieje i przebolałe dni ciężkie.
    Z nim ona jednym mówiła inaczéj jak z ludźmi ale jego unikała... Tym razem powlokła się zawołana, stanęła we drzwiach na kiju oparta i milcząc czekała pytania.
    Łagodnie przystąpił ku niéj staruszek.
    — Bóg z tobą, rzekł swoim obyczajem — co się stało wam, gdzieście byli tyle czasu, myślałem że nareszcie Bóg się nad wami ulitował i dał wam kąt spokojny, abyście téj włóczęgi poprzestali...
    — Gdziem ja bywała, trzęsąc głową odezwała się Róża — a mój ojcze! ja sama nie wierzę sobie gdy myślę gdzie to ja zaszłam, gdziem była i jak się tu nazad dostałam...
    Zaczęła wzdychać, trąc twarz ręką...
    — Chodziłam za tym djabłem co do Warszawy pojechał, bo mi pan Bóg przykazał ażebym się za nim włóczyła, jak mara aż do śmierci...
    Głos zniżyła. — Znalazłam tam siostrę, (poczęła się śmiać) chcieli mnie z nim ożenić, ale uciekł a ja za nim znowu, bo muszę — bo muszę..