Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom II.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jeśli ma tak kosztować wiele, gdy się z tem przyjdzie rozstawać.
— Ale ba! nie każdy bo znowu tak się przywiązuje do tego miedziaka — odparł staruszek ściskając Michała — ot widzisz mnie, miałem i ja coś, straciłem wszystko, a jak ciebie i Anusię kocham, kiedym nazajutrz po wydziedziczeniu obudził się rankiem wiosennym, goły jak turecki święty, a swobodny jak ptaszek na gałązce, nie czułem najmniejszej w sercu boleści, ani smutku, ale jakąś tylko błogą tęsknotę, z którą mi nie było gorzej na świecie jak wprzódy. A! dziś, dziś, nie głupim żeby się wbijać w mienie, to kłopot a frasunek! Byle serca ludzkie, byle kąsek chleba, to i dosyć dla człowieka!
— Nie każdy może mieć filozofję, kochany stryju, — odezwała się Anna — to znowu wyjątkowa rzecz takie diogenesowskie usposobienie.
— A zapewne moje dziecko, ale że nie każdy Diogenesem być może, nie każdemu też trzeba się starać być Midasem i czytać i pracować i myślić i pocić się tylko dla grosza. Ci ludzie z naszego kraju, pod pozorem postępu, chcą uczynić warstat i kantor, ale na to Bóg nie pozwoli, a i sensu przecie jeszcze mamy tyle, że się w porę opatrzym i na przyzwoitej granicy staniemy.
— Aha! stryjaszek przecie dopatrzył się granicy! rozśmiała się Anna.
— Oddawna, wy ją teraz powróciwszy z Demborowa, lepiej odemnie znać będziecie. Ale o tem potem, rozgośćcież się i spocznijcie.
Anna nie pytając więcej, biegła na powitanie Klembosi, swej starej piastunki, ludzi dworskich i stworzeń, które z gwarną radością naprzeciw niej leciały.
Co żyło we dworze ruszyło się z powitaniem ukochanych dzieci, starzy gracjaliści z oficyny, ze dworków, stare pieski ze swoich koszyków, hodowany żóraw, siwe gołębie i dzieciaki robiące w ogrodzie, i przyjaciółki stare, dla których Michał i Anna byli jakby własnemi dziećmi. Wszystko to pospieszyło z posza-