Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom II.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

chała lada czem kontentowaćby można, on majątku nie potrzebuje i użyć go nie potrafi. Ot według mnie najpraktyczniejszy sposób dźwignienia się... Solskich weźmiesz w garść abyś tylko chciał, nie oprą ci się.
Tymlo ruszył ramionami z pogardliwym uśmiechem.
— Ale cóż to to jest? rzekł zimno... klucz Porzeczański! czy warto na tem pracować i zakopać się na wsi, i świat sobie zamknąć dla takiej subretki jak Anusia? Ja mam nadzieję coś większego i lepszego przecie się dobić. Potem miałoby to minę, żem się wparł w majątek krewnych, a ja niczyjej łaski nie potrzebuję.
— Patrzaj tylko, odparł Dembor, żebyś później istotnie do łaski ich nie był zmuszony się odezwać. Za wysoko zdaje mi się patrzysz i zbytecznie zwlekasz, ale rób jak ci się zdaje... masz wolę swoją.
— Cóż bo za projekt! uśmiechnął się Tymlo, ci Solscy, takie to szlagi!! a Porzecze może być i dobre, ale pracować żeby się dobić w końcu tego ożenienia i lada folwarczku... nie zdaje mi się aby to było dla mnie...
Tymlo uśmiechnął się pogardliwie. Ojciec umilkł i na tem się rozeszli.


XXXVIII.

Państwo Demborowie rozstali się, każdy z rodziny poszedł swoją drogą, o własnej sile, a z chwili rozpierzchnienia ich i nieładu jaki wywołała przegrana, skorzystał zręcznie Plama, nielitościwie ścigając zwyciężonych. Z majętności tak znacznej, ledwie za posagową sumę samej pani wydzielony folwarek jeden, i to najgorszy, pozostał dla nich wszystkich. Dembor nie łatwo potrafił ocalić dla siebie maleńką kolonję z domkiem i ogrodem, z małym ziemi kawałkiem i pojechał ukryć w tym kątku zgryzoty, które mu życie truły, obiecując wkrótce dobić nieszczęśliwego, nie mającego