Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom II.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

gdyż pan Dembor nieustannie powtarzał ludziom, których miał przy sobie, że ani ich rozumu ani przywiązania nie potrzebuje, wymagając tylko ślepego posłuszeństwa rozkazom i jak najdokładniejszego ich spełniania.
W martwem milczeniu wyglądał każdy znaku tylko któryby dalszem postępowaniem pokierował i po cichu na wypadek przysposabiał węzełki do drogi. Głucha wieść o niebezpieczeństwie grożącem Demborom, rozchodziła się po okolicy i przejmowała zdumieniem wszystkich, rozsądniejsi nie chcieli nawet wierzyć, aby tak praktyczny człowiek miał upaść tak niespodzianie, inni już to sobie tłumaczyć usiłowali zbytkiem ryzykowności i powiadali że zawsze ruinę jego prorokowali, nie wierząc w wielkiego przedsiębiorcę. Ciekawi byli wszyscy co się też z nim stanie, ale nikt jakoś go nie żałował.
Z niepokojem w duszy dobił się do stolicy pan Jan Dembor zabrawszy z sobą co tylko dało się chwycić pieniędzy, aby zachwianą sprawę poprzeć całą siłą.
Tu dopiero dowiedział się, że ona z rąk ubogich i niestrasznych przeciwników, nie mających ani grosza, ani stosunków i położenia społecznego, przeszła w ręce bardzo zręcznego i przebiegłego spekulanta, pana Felicjana Plamy. Nowy ten jej nabywca miał za sobą wieloletnie doświadczenia, zimną krew i zręczność w chodzeniu koło zawiklanych wyroków i rozporządzał kapitałem znacznym jak mówiono, — znano go jako jednego z najszczęśliwszych facjendarzy i procesowiczów. Długi czas wprzód mieszkał w stolicy jako plenipotent wielkiego pana, którego z długów i zagmatwanych interesów oczyszczając przez lat kilkanaście, zebrał sobie kilkakroć stotysięczny kapitał, nie uchowawszy pryncypała od ruiny. Mówiono że go po cichu kilka razy sprzedał, ale tego mu nikt nie dowiódł.
To pewna, że na licytacji nabył w końcu część majątku po upadłym swym pupilu, przefrymarczył ją, a potrzebną już mając wprawę do prowadzenia interesów, na swoją rękę obrabiać je zaczął, czyhając na wlewki zrozpaczonych i zaniedbanych procesów, których