Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Całe życie biedna.djvu/108

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    94

    wiedział z brutalskim akcentem Mateusz. Co mi do tego czy będzie szczęśliwą?
    — Bierzesz ją więc jak cielę na kuchnią —
    — Nieinaczéj, zawołał śmiejąc się Mateusz.
    — A jeśli ona z tąż myślą idzie za ciebie?
    — Sprobujem kto z nas silniejszy.
    — Ty widzę gotujesz się do walki.
    — Całe życie jest walką, a ten mądry kto zwycięży, i nikt go nawet nie spyta jakim sposobem.
    Gdy tych słów domawiał, Sędzia umilkł i mocno się zamyślił.
    — Jest to głęboko zepsuty człowiek, rzekł w sobie, biada téj kobiecie? Ha! ha cóż robić!
    — W istocie Sędzia, acz bez żadnych zasad, nie był jeszcze do tego stopnia zepsutym i egoistą, żeby miał poklaskiwać P. Mateuszowi. Zląkł się go nawet trochę i począł żałować, że się z nim wdał. P. Mateusz widząc się już u celu, i niepotrzebując Sędziego, mało zważał na jego milczenie w drodze i tak zajechali do Brzozówki.
    W Złotej Woli tym czasem czyniono przygotowania do uroczystego obchodu zaręczyn, we dwa dni całe sąsiedztwo częstowało się nowiną.