Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Było ich dwoje.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Łatwo było rozpoznać, co ubogie mienie chłopca składało...
Mruczał coś chcąc się z ławy podnieść, nie puszczała go Marysia. Musiał w końcu poddać się z rezygnacyą despotyzmowi kobiet, które korzystały z jego przymusowéj bezwładności.
Maryś biegała niekiedy do ekonomowéj, aby jéj coś szepnąć i powracała natychmiast do Stacha, który siedział oniemiały, rzucając mu słowo do ucha, lub głaszcząc go po rękach.
Niemęzkie łzy ciągle mu z chorych oczu płynęły...
— O mój Boże, szeptał — za coś mnie uczynił Łazarzem, a ją aniołem, którego nie jestem godzien...
Rzepkowa znalazłszy za szafą tłumok, choć z ciężkością jéj przychodziło teraz to spełniać co za życia męża tak doskonale umiała — sapiąc i odpoczywając nielitościwie pakowała.
Czuła ona że tu teraz wszystko na niéj i jéj rozumie a umiejętności postąpienia sobie polegało. Rządziła się więc nie pytając... Wchodziła, wychodziła, posyłała, w ganku rozmówiła się ze starym sługą, któremu zwierzyła wszystko co wiedziała; zaszła do rejenta i przysiadła na chwi-