Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Było ich dwoje.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

przypłacił u rejenta posłużyło mi, gdym wzrok cudem odzyskał... Znalazłem miejsce przy prawniku, który mi umierając swoję klientelę zostawił. Wiodło mi się i wiedzie dobrze. Chleba kawałek mamy...
— No — przerwał łowczy — ale i panna Maryanna téż nie bez posagu... Trzydzieści tysięcy u Radziwiłłów ma... a wesele i wyprawę od nas musi przyjąć, bo nam jakby własném dzieckiem była.




Tak tedy, po długich latach oczekiwania, para sierot podała sobie ręce u ołtarza... a wesele sprawił łowczy i łowczyna dała wyprawę taką, iż w najmniejszéj się rzeczy od wypraw i wesela córek ich nie różniły.
Tydzień cały popijano miód i wino...
Nie powiem wam że tam byłem, żem miód i wino pił i że mi, jak w bajkach, po brodzie ciekło, — bo nie uwierzylibyście w tę hulankę weselną starego gryzmoły, który po jednym kieliszku jużby miał dosyć.

Drezno — r. 1880.