Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Bracia rywale.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czyka... o suchym chlebie nie raz się żyło... a rad był człek, gdy ciepłej polewki bez omasty dostał...
Ks. Paczura milczący słuchał... Dzieci się tymczasem strwożonemi oczyma po ogromnej izbie rozglądały.
Bracia sieroty podobni byli do siebie, rok różnicy w ich wieku mało był widocznym; twarzyczki mieli wychudłe i zwiędłe zawcześnie; ręce, które im z krótkich wyglądały rękawów, kości więcej miały niż mięsa... Odzież na obu łatana była, wyszarzana i biedna, obówie podarte, spodnie, z których powyrastali, sięgały im wyżej kostek. Ostrzyżone, widać na podróż, głowy ręką opiekunki — jeżyły się zębato powyrywanemi włosami.
Litość obudzało biedactwo — i wszyscy ją uczuli, gdy się im przypatrzyli. Ksiądz się zbliżył, aby z nich dobyć głosu. Spytał, czy umieją pacierze, czy choć cokolwiek z katechizmu wiedzą? żaden z nich nie ośmielił się odpowiedzieć, ale klucznica zapewniła, że i pacierza ich uczyła, i miejscowy organista przez miłosierdzie czytać ich nieźle ponauczał.
Ucieszyło to bardzo ks. Paczurę, który się odezwał wesoło:
— Ho! ho, droga tedy otwarta! dalej już wszystko pójdzie jak z płatka — byle dobra wola.
Chciał objaw tej dobrej woli usłyszeć z ich ust, ale chłopcy się przelękli, głowy pospuszczali, i łzy im się tylko potoczyły z oczu. Zobaczywszy to proboszcz, nie wymagał więcej...
— Ale oni głodni być muszą! — zawołał — jejmość, moja pani Magdaleno, a nakarm że tę zgłodniałą rzeszę... i panią, co ich przywiozła, też...
Widać było pewne zakłopotanie na twarzy klucznicy, lecz nic nie odpowiadając, szepnęła coś przybyłej do ucha, i chciała namówić, by z nią wyszła. Chłopcy, zobaczywszy to ruszyły przerażone za swą pierwszą opiekunką.
Ks. Paczura możeby był rad ich wstrzymać, lecz pomyślał, że winni byli ostatnią tę chwilę spędzić