Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Vade retro, Satanas!...
Precz, kusicielu odemnie! niedosyć ci żem się długiem życiem umęczył, chcesz abym się sam na tortury brał. Spowiadając się z niego, kwoli waszej pociesze a mojej konfuzyi!!
Widziałeś mnie zawsze prawie wesołym, choć bieda to hoc, jakbym albo najszczęśliwszym był, albo sobie nieszczęścia nie miał za nic; — więc ci się zdaje że mi żywot płynął jak po maśle — i uciechą będzie czytać gdy wam o nim nakłamię. — Ale — wiesz że ty czym ja, śmiejąc się, owego lisa spartańskiego ukrytego niemiał na piersi, który mi ją gryzł i szarpał, gdym się uśmiechał?? (Lis był czy wilk? proszę sprawdzić — o to idzie że kąsał).
Myślisz że życie własne, pełne omyłek, za które się pokutowało, drugi raz przeżyć na papierze, łatwo jest albo miło??
Naostatek, sądzisz że iż ja ci jak na spowiedzi — prawdę powiem? Choćbym chciał niepotrafię.
Jest w ludzkiej naturze, iż mówiąc o sobie czło-