Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sze najwidoczniejszy. Biskupa takiego u nas znaleźćby trudno i do dawnego sobie jemu podobnego wyobrazić...
Chodził, mówił, przymilał się, dowcipował, jak gdyby więcéj o świecie niż o Bogu myślał. Towarzystwo kobiet bynajmniéj go nie zrażało, ani galanterja, na którą patrzył obojętnie. Przy tem przepych, elegancja, wystawność, pański ton — cóś na pół rycerskiego, dla mnie go tak osobliwym czyniły, żem się go napatrzeć nie mógł.
Było zresztą i innych wiele do widzenia rzeczy dla mnie nowych — i dla całego dworu naszego, jeden tylko król dosyć obojętnie patrzył i słuchał, a splendory mu i tytuły nie czyniły żadnego wrażenia...
Więcéj może niepokoił się zbliżającą koronacją, o którą królowa nagliła, chociaż była brzemienną i przez to nakazywano się jéj szanować.
Wiedziano dobrze w Żółkwi że królowa Eleonora wdowa, dotychczas jeszcze w Toruniu przemieszkująca intrygowała z Pacami, aby sejmiki i szlachta nie dopuściły koronacij margrabianki d’Arquien po Arcyksiężniczce austryjackiéj — ale intrygi te się nie wiodły. Nie mogąc zapobiedz koronacij knowano przynajmniéj aby w kościele czasu jéj — rozruch i skandal wywołać, o czem też Sobieski, a wprzódy jeszcze ona była zawiadomioną i obmyślano zawczasu środki, ażeby do kościoła niepewnych ludzi nie dopuścić.
Dość o tem napomknąć aby dać wyobrażenie co się u nas na dworze działo, i jaka panowała gorączka a niepokój. Posłów wesołą twarzą przyjmować musiano, gdy w duszy gniew i troska się gnieździła, gdy