Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sza nie miałbym nic do nadmienienia, ale Kondeusz starym jest i zmęczonym, a nam potrzeba dzielnego i w sile wieku wodza... Kondeusz nie zna ani kraju, ani wojen naszych. — I po cóż bohatera tego szukać mamy za granicami naszemi, a do cudzych uciekać się Bogów, gdy w swojem gnieździe mamy jedynego człowieka, wodza który już dowody dał męztwa, rozumu i dzielności.
Przerwano mu wołaniem — Piast! Piast!...
Jabłonowski coraz gorącej ciągnął dalej zalecając już Sobieskiego... i przypominając zwycięzkie jego bitwy, Słobodyszcze, Pohayce, Chocim...
Ledwie mu dokończyć dano, tak wszyscy jednogłośnie wołać zaczęli...
— Vivat Piast, Vivat Joannes!
Patrzyłem się na niego, gdy się to działo — pobladł nieco, ale wnet odzyskał spokój i panowanie nad sobą. Prosił o głos... i odezwał się za Kondeuszem... dla aljansów i opieki mocarstw obcych — których Piast za sobą mieć nie mógł.
Ale przerwał mu kasztelan lwowski poważny mąż, i krótkie przemówienie zakończył.
— Palec w tem Boży widzę, wotuje za Sobieskim.
Za nim już jednych chórem zgodnym wołać poczęto okrzykując go, Aleksander Lubomirski w Krakowskiem, Czarnecki z Podlasiem, dalej województwa już wszystkie, a nawet wielka część Litwy Sapieżyńskiej i Radziwiłłowskiej — tylko Pacowie pociągnąwszy z sobą dwu Wiśniowieckich — krzyczeli za Lotaryngskim i królową Eleonorą, ale ani ich słychać było, ani słuchać chciano... — Znalazłszy się