Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/353

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Teraz kto pierwszy do młyna zajedzie ten będzie meł.
Lecz łatwo było przewidzieć, nie będąc prorokiem, że Sas stojący już pogotowiu na granicy, Francuza uprzedzi..., który przez morze tylko mógł się dostać do Polski, a wojska z sobą wiele przyprowadzić nie sposób mu było, ani go tu tak na poczekaniu ściągnąć...
Po Elekcji poszedłem rankiem do ks. biskupa kijowskiego, który zawsze bywał łaskaw na mnie, dowiadując się co o tym ewencie przyjaciele Sobieskich myśleli.
Znalazłem go wielce przygnębionym i smutnym.
— Rzecz ci to jeszcze nie rozstrzygnięta, odezwał się na moje pytanie. Mamy choć słabą nadzieję, że Conti się utrzyma, a ten Herkules Saski, którym nas straszą, ustąpić będzie musiał — Elekcja to osobliwa, bo nietylko większości nie miał, ale zaledwie go część jakaś wywoływała. Radziejowski Prymas znać go nie chce, znaczniejsza część panów Senatorów z nami trzyma, szlachty też dosyć rakuskiego protegowanego nie życzy.
Jeżeli Conti prędko przybędzie, a król francuzki jak się spodziewać należy, wyposaży go dobrze, poprze silnie — może się jeszcze wszystko zmienić ne lepsze, choćby Sasa i ogłoszono a bodaj ukoronowano. Elekcja w najmniejszéj rzeczy ważną nie jest — wedle prawa wcale na nic się nie zdała...
My będziemy na Contiego czekali, wyglądając go kędyś u Gdańska!!
Taką nadzieją byli w początkach ożywieni Prymas biskup kijowski, Wojewoda Kątski, wszyscy przyja-