Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/349

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łośnic ma zawsze po kilka. Jedna albo dwie mu nie starczą!! U nas tak!!
— Ano — odparłem — jeżeli u was tak, to się nie macie z czem chwalić...
Morawiec dodał:
— W Polsce to nie uchodzi. Pewnośmy też nie święci, ale choć wstyd mamy.
— Et! dajcie tam temu pokój — przerwał Suski. Sas tu inny obyczaj zaprowadził.. Pan jest gładki i grzeczny gdy chce — ale też gdy się rozsierdzi — mówią że jak dziki zwierz straszny...
Słuchaliśmy sądząc że z nas szydzi i bajki plecie — ale późniéj się okazało że nie kłamał.
— I z tego pochwalić go potrzeba — mówił daléj — że do kielicha chwat a pije jak piasek... U nas, gdzie też za kołnierz nie wylewają, wątpię ażeby go kto przepił. Pije puharami ogromnemi, a potem gotów na Bucefała siąść i w pole gnać, a gdy konia chce osadzić, to go tylko nogami ściśnie... Strzela kulą w lot jaskółki...
— Czy niebędzie tego za wiele? — spytałem śmiejąc się. Rycerz więc jest i pewnie w wojnach bywał, a w nich się już odznaczył??
— Na męztwie mu pono nie zbędzie — rzekł Suski — ale żeby hetmaniąc wielkie szczęście miał, o tem nie słyszałem. Widzicie, że kłamać nie chcę... Z turkami mu się pono nie wiodło.. Co prawda to prawda.. Sasi tłumaczą go że jenerał jakiś rakuzki przez zazdrość go zdradzał, ja przy tem nie byłem i niewiem o niczem..
— No — przerwał Szaniawski — chwała Bogu żeś coś do naganienia znalazł, bom sądził że z nas drwisz