Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/339

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wy, a tu bardzo cicho się tylko półgębkiem o nich mówi i — sub rosa.
Dobry czas potem jeszcze stękaliśmy z nim razem nad nieszczęśliwem położeniem rodziny ukochanego pana naszego, — który przez nią w grobie nie miał spokoju. Pożegnałem potem Wojewodę, zaprzysięgając mu że się z Warszawy nie ruszę, dopóki sprawa nie wyjaśni się i nie wyklaruje aż do dna. Chciałem się nią sam zaraz zająć, ale mnie Matczyński zaklął ażebym nie poczynał nic, i nikomu nie mówił o tem, a on już wszystko bierze na siebie.
Otóż przez co ja uwiązłem w Warszawie, a że się to dłuższy czas mogło przeciągnąć, mnie zaś izdebka w gospodzie, wśród wrzawy i niepokoju, gdzie coraz nowi ludzie zajeżdżali, a ciągle się trzeba było pilnować, aby uprzęży, okucia a nawet obroków nie odkradano — wcale nie była dogodną; nająłem dworek za krakowską bramą u Glińskich, mały, drewniany ale schludny, przy którym też stajnie były z biedy na dziesięć koni mogące starczyć, masztarnia i wozownia.
Przeniosłem się tam zaraz.
Ale że dworek pustką stał, sprzętu trochę lepszego musiałem sprowadzić z Połonki, reszta się w miejscu dokupiła i tam po niewoli osiadł, z wielkim dysgustem moim — ale, dla poczciwości imienia naszego, tak mi postąpić należało. Com miał zaś rupieci różnych przyzbieranych po troszę, nawzajem do Połonki się odesłało.
Do Matczyńskiego, do którego i tak przywiązany byłem, jaknajczęściéj się dowiadywałem, ale one gar-