Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swobód naszych, poprzysięgam zachowanie ich takiemi jakiem je miał powierzone.
Nic nie potrafi zachwiać moją wiernością dla tego świętego depozytu, nawet niewdzięczność, ten potwór natury. Gotowem do ostatka życie święcić na ołtarzu religij i rzeczpospolitéj, spodziewając się Bożego miłosierdzia, którego poświęcającym się dla narodu, nigdy łaska pana nie odmawiała...
Dopiero mowa ta poruszyła serca, kardynał Radziejowski przyszedł do tronu, protestując w imie rzeczypospolitéj, że wiary panu swemu dodawać miała... Uniosła się cała izba żałością wielką i wzruszeniem — głosowali jako jeden, ale trwało to właśnie, ile czasu zabrało wyjście z sali... Ci co się w niéj popłakali, śmieli się już wyszedłszy, bo u nas gorączki dostać zawsze równie bywało łatwo jak jéj pozbyć.
Po tym sejmie na następnym zaraz fakcje wystąpiły z taką siłą jak przedtem, królowę mając na czele. Rzecz by się zdawać mogła nie do wiary, gdyby nie była, niestety — aż do zbytku sprawdzoną i jawną. Nie odkrywała się królowa, że swem wspólnictwem w intrygach Jabłonowskiego, Opalińskiego, Lubomirskiego, Rafała Leszczyńskiego, ale król ich się mógł domyślać, albo i zawiadomionym był przez Matczyńskiego i biskupa Załuskiego...
Weszło we zwyczaj króla malować na różny sposób wykrzywiającego, — który choć podpisanym nie był po otyłości, i wąsach każdy go rozpoznał łatwo.
Dawniéj tedy w processyi idącego z O. Votą a teraz z okazij układów z hollendrami, konterfektowano go jako kupca, któremu żydzi pomagali ładować kieszenie.