Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nim despotycznie wywierała... Ustępował dla spokoju — a każde takie ustępstwo moc Marji Kazimiry powiększało...
Zastęp zazdrosnych i niechętnych powiększał się codzień, — a w szeregach ich i Sapiehowie i Jabłonowski się znajdował. Głośno powstawać na to zaczęto że król wszystko poświęcał nadziei ufundowania dynastyi i tronu dziedzicznego z pomocą Austrji... Francuzi tem zrażali do króla... Zarzucano mu, że Kamieńca nie odzyskał dotąd, w ostatku że sobie przyznawał wszystko, gdy Hetmanowie i wojsko krew przelewało nadaremnie...
Na następny Sejm, który się burzliwym zapowiadał — i ja też towarzyszyłem królowi do Warszawy, po to tylko abym się gryzł, zżymał i na zuchwałych nadaremnie narzekał...
Patrząc na to co się działo w Warszawie, na zuchwalstwo Paców, na niewdzięczność Sapiehów, na niepokój, który niedawał tchnąć królowi — można się było zarzec Elekcji Piasta na zawsze. Ci co przeżyli dwa panowania Michała i Jana, słusznie ekskluzji się domagać na przyszłość postanawiali. Wszyscy ci panowie senatorowie sądzili się królowi równemi, poszanować go nie chcieli, a niczem ich przejednać nie było można...
Widząc to iż mu jego sławy i laurów zazdroszczono, król dobrowolnie ustąpił dowództwa Jabłonowskiemu — pozostając przy swych ogrodach i książkach — ale Hetmanowi się nie powiodło, ludzi nie mógł ściągnąć, do Kamieńca nie przystąpił nawet i impreza spełzła na niczem.
Oczewista rzecz, że choć król stał na uboczu i czyn-