Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nym nie był, Jabłonowski jemu przypisywał to, iż się bezsilnym okazał.
Gniewy tedy i zniechęcenie wzajemne.
Królowa tymczasem z francuzami rozpoczęła układy i króla z sobą ciągnęła. Bethune, ona, Wielopolski, którego do Paryża posłano, pracowali nad przejednaniem z Francją. Popłoch padł na niewdzięcznych rakuszan, którzy w niczem Sobieskiemu słowa dotrzymać nie chcieli.
Tego to czasu zjawił się przypadkiem, jakoby w przejeździe do Moskwy, O. Vota zakonu Jezusowego, który sobie króla serce, zaufanie i miłość pozyskał... Rozpoczęło się to od owych rozmów wieczornych, które król lubił i tak ich potrzebował że do nich w niedostatku innych, nawet swego Janasza, Arona i lada kogo przypuszczał. O. Vota, trzeba mu to przyznać, jakby stworzonym był dla króla. Uczony czyli przynajmniéj obeznany ze wszystkiem, encyldopedyją był chodzącą. Być może, jakem słyszał twierdzących, że głęboko żadnego przedmiotu nie badał, ale nie było kwestji, któraby go nieprzygotowanym znalazła. Bawił więc i zajmował króla, bo mu na każde pytanie mógł dać odpowiedź, a przytem oszczędzał go, podnosił rozum i naukę, przypochlebić się umiał.
Od pierwszego wystąpienia O. Voty na dworze można było przewidzieć i przepowiedzieć, że on tu stanie się niezbędnym...
Nieraz podedrzwiamiśmy się przysłuchiwali tym rozmowom wieczornym, które się czasem i do północy przeciągały. O. Votę było podziwiać w istocie; z taką łatwością i pewnością na wszelkie pytanie umiał zna-