Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nazajutrz w ocalonym Wiedniu czekało... i potem jeszcze...
Widziałem go uspokojonym, modlącym się, ale znużonym wielce, bo to był dzień, dla nie młodego już a ociężałego duchem i ciałem ledwie do przetrwania.
Od rannéj mszy Ojca Marka, aż do szóstéj wieczorem, duch nie spoczywał na chwilę — ważyło się kilkakroć zwycięztwo, szło koniecznie o rzucenie popłochu, o złamanie...
Potem gdy raz pierzchać poczęli — zmiótł ich strach, tak że śladu nie pozostało...
Chociaż król około namiotów Wezyra straże postawić kazał, aby z nich nic nierozrywano, nazajutrz i dni późniejszych się okazało, że mnóstwo najcenniejszych klejnotów pochwytały ciury i przepadło a zmarnowało się téj zdobyczy bardzo wiele.
Ale że prosty lud szacunku tych rzeczy nie znał, panowie nazajutrz i dni następnych kupowali za kilka talarów co warte było tysiące dukatów.
Warto zapisania że gdy turcy już zwyciężonymi się widzieli, wszystko co mogli niszczyli, aby się nie dostało w ręce zwycięzców. Kobiet nawet niewolnic, których uprowadzić nie mogli, pozabijanych leżało wiele.
Król bardzo żałował ściętego strusia i różnych zwierząt, które Wezyr dla rozrywki miał przy sobie, — bo i te poginęły lub odleciały...
Z łupów bogatych, chorągwi, namiotów niemcom się nic nie dostało, bo wojsko ich nie zdobyło żadnéj obozu części... Pan Bóg nam i królowi poszczęścił, lecz też nieprzyjaciół przymnożył.