Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żywił i następnych dni żołnierze sprzedawali za bezcen najdroższe sprzęty i kosztowności.
Z tych co przy królu byli nikt z próżnemi rękami nie wyszedł.
Prawda że w namiotach wszystkich było co brać i czem się dzielić, tyle tam nagromadziło się skarbów.
Łupieży też z krajów zwojowanych siła się znalazło. Samych szabel, siodeł, rzędów, czubów w kamienie drogie przyozdobionych, po kilkadziesiąt królowi zostały, obdzieliwszy towarzyszów... O złotéj monecie, któréj było podostatkiem, nie umiem rachunku zdać, bo tą Matczyński się zajmował...
Innym posiłkującym dostały się pośledniejsze części obozu, w którym było też co brać, ale daleko mniéj niż u Wezyra. Ztąd nieukontentowania wiele i na króla jako na przywłaszczyciela patrzano, oskarżając go o chciwość, a nas polaków o łupieztwo, choć nie wzięliśmy tylko to cośmy krwią naszą zdobyli. I to była cała nasza mizerna zapłata za wszystkie poniesione ofiary, bo największą niewdzięcznością królowi i nam późniéj odsłużono.
Przewidywał on to zawcześnie i ciągle w podróży aż do spotkania się z Ks. Lotaryngskim powtarzał, że od Cesarza się nic oprócz niewdzięczności nie spodziewa.
Cesarz tem zwycięztwem ocalony, sam bezczynny, musiał się czuć upokorzonym, a przez to stał się pyszniejszym jeszcze. Snadź miał się za ono jakieś Bożyszcze, którego wszyscy bronić i osłaniać byli obowiązani, a on im nie winien nic.
Na tym materacyku ubogim, pod drzewem spoczywając przez noc król pewnie miał na myśli, co go