Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nabożeństwo które odprawiał Ojciec Marek do żadnego zwykłego podobnem nie było... król i starszyzna z rąk pobożnego kapłana komunję świętą przyjmowali, przy czem głośno pytał czy mają w Bogu ufność, i za sobą po razy kilka powtarzać kazał — Jezus, Marja...
Otucha wielka z tym świętobliwym mężem wstąpiła we wszystkich, jakby go tu P. Bóg nam zesłał w tym momencie — gdy męztwa dodać było potrzeba.
Przeprawa przez mosty, które nareście gotowe stanęły, dosyć kłopotliwa była, bo ciągle tu i owdzie się coś psuło, a deszcz i ślizgawica wozom nie na pożytek. Za Dunajem kraj, mówiono, wygłodzony i opustoszały, gdyż Tatarowie tu stali przez niedziel kilka, a po nich jak po szarańczy niczem się już nie pożywi.
Drogi przez góry, wąwozy i gęstwinę leśną trudne i niepewne, przewodników tak jak niedostać, a karty i mapy okazywały się, na co król bardzo utyskiwał — albo fałszywe lub niewystarczające.
Przodem miały iść piechoty i dla jazdy drogi trzebić — rozszerzać i wyrąbywać. Największa męka z wozami była, których porzucić niepodobna — a ciągnąć je z sobą niewymownie trudno przychodziło szczególniéj dla koni i paszy — bo tu trawy ani na lekarstwo. Nie były też budowane na takie bezdroża kamieniste, przez jakie się z ciężarem wlec musieliśmy.
Dotąd król ze wszystkich rad, na nikogo się nie skarżył, książę Lotaryngski i Saski oba go słuchali, ordynanse przyjmowali i do nich się rekomendowali, oprócz nich książąt Rzeszy niemieckiéj na łeb na szyję zbiegało się mnóstwo, którzy opóźniwszy się, a zasłyszawszy o królu, pospieszali dniem i nocą. Słyszeliś-