Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Listy też, które w Krakowie króla nie zastały już, na drodze odebrał.
Z tych dowiedział się o tem, z czego się głośno naśmiewał iż ów szalony a zuchwały Duwerne, któremu oświadczono aby się sobie precz wynosił, w początku bardzo hardo się stawił, potem składał się tem że nie francuzkim był posłańcem, ale księcia Transylwanji, upierał się w Gdańsku pozostać — a w końcu musiał zabierać się do odwrotu...
Cyfer zaś Morsztynowskich, o które we Francji król upominał, pod różnemi pozorami, wydawać nie chciano.
Była to, jak się późniéj okazało, ukartowana rzecz, aby Morsztyn wprzódy z aresztu marszałkowskiego zbiegł i salwował się z życiem...
Gdybyśmy byli wnosili z tego jak nas po drodze i w Glinianach witano, przyjmowano, zabiegano, — można się było spodziewać, że nas na rękach nosić będą.
Duchowieństwo wszędzie niemal wołało — Ave Salvator! — niewielkich panów, komisarzy, różnego tytułu cesarskich urzędników po drodze zabiegała moc nieskończona aż do uprzykrzenia...
Królowi dziczyzny, zwierzyny, bażantów, prowiantu osobliwego naskładano więcéj niż go można było zużyć. Do Tarnowskich gór król kazał kresy rozstawić z trabantów, dla korespondencji, chociaż ona późniéj najniepoczciwiéj przychodziła.
Z Gliwic król nie chcąc się wlec z ciężkiem wojskiem, które wolniéj musiało się posuwać, oddzielił się we dwadzieścia kilka lekkich chorągwi z kilkuset dragonami, i szliśmy na Opawę do Ołomuńca naprzód.
Tam hrabia Schafgotsch wysłany przez cesarza miał czekać na naszego pana...