Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


krzyża i wiary zyskać, królowa nie miała tego ducha ofiary jaki go ożywiał. Tą trzeba było zdobywać interesem, obietnicami arcyksiężniczki dla Jakubka, Mołdawji i Wołoszczyzny i t. p.
Sobieskiego toż samo co Warneńczyka niegdyś — poruszało i unosiło — imie zbawcy Chrześcijaństwa, obrońcy krzyża..
Myśmy na niego w ciągu téj wojny patrzyli i możemy powiedzieć, że tu wyprawa była ciągłą modlitwą. Ledwie zdobyto gdzie zamek, pierwszą było rzeczą mszę świętą odprawić w meczecie — księżyce pozrzucać a postawiać krzyże... Jeżeli pamiętał o Kamieńcu i o odzyskaniu tego co turcy i kozacy oderwali — to dopiero naostatku, kościół i krzyż szedł przodem... A nie można znowu powiedzieć aby takim nabożnisiem był, co modlitwą do niebios szturmuje, i nieustannie się popisuje z pobożnością. Modlił się gorąco a krótko, mszy słuchał nieraz na kolanach, ale tuż koń stał osiodłany...
Gdy się w nim duch rozgrzał — zdawało się, że żywcem do niebios będzie porwany — ale ten duch zstępował na niego z góry, on się nigdy z nim przed ludźmi nie chwalił...
Lubił modlitwę tajemną i na osobności...
Można powiedzieć, że od téj chwili gdy sejm się rozszedł, aż prawie do wystąpienia naszego w pole, do wyjazdu z Krakowa — jeszcze ciągle niedowierzano, a ciągle nad tem pracowano aby go pozyskać.
Obiecał już — wieść poszła, że sam z wojskiem idzie tak wielkiemu szczęściu wierzyć nie chciano.
Nuncjusz drżał do ostatniego momentu aby co nie