Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przeszkodziło... Myśmy się na wozy pakowali — a w poselswie rakuskim i w nuncjacie nie zupełnie ufano aby król słowa dotrzymał.
Nie dziw też, bo Jan więcéj stawił na kartę niż mógł zyskać, koronę miał, sławę miał — nie potrzebował się niczego dobijać a wiele mógł utracić. Turków zemstę ściągał na siebie, — życie postradać mógł, i bohatera imie.
Tak samo jak cesarscy do ostatka nie dowierzali ażali pójdzie, tak też turcy nie wierzyli aby szedł rakuszanom w pomoc. Nie śniło się im to. Przypuszczali iż wojsko pośle i zaciągi w polsce da robić cesarzowi, ale żeby sam w pomoc osobą swą spieszył — z tego się śmieli. Stał już na Kalembergu, gdy jeszcze wątpili aby tu miał być...
Nie potrafię ja tego opowiedzieć z jakiem uniżeniem się nuncjusz i poseł modlili a prosili go o tę pomoc... Powiadano, że klękali przed nim... Na obietnicach téż najpiękniejszych nie zbywało, lecz muszę to poświadczyć za panem moim, iż ani się niemi uwodził, ani wierzył w nie.
Sam nieraz słyszałem gdy Matczyńskiemu powiedział.
— Wszystko to vox, vox, pretereaque nihil. Jestem tego tak pewnym, jakbym rad zbawienia pewnym być, że mi się najczarniejszą niewdzięcznością wypłacą — że żadnego słowa i pisma nie strzymają — ale ja nie dla nich idę ale dla krzyża Chrystusowego.
Królowę pod te czasy mało widywać miałem zręczność, i w miejscu mi też król nie dał siedzieć.
Było poufnych do załatwiania spraw bardzo wiele, a raz się przekonawszy iż służyłem sumiennie, usługi