Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


krótko się sekret uchować może, gdy kilka — co najmniéj, osób — mieć go musi zwierzonym.
W Grudniu wiem że gdy Sejm zwoływać miano, przejęto list Morsztyna do francuza jakiegoś, w którym stało: „Liga pomiędzy naszym dworem a Cesarzem zawarta, a nawet okupiona przyrzeczeniem wydania Arcyksiężniczki za księcia i zapewnieniem sukcesij tronu. Samo z siebie, z natury rzeczy wypada iż gdy sejm zerwany zostanie — zerwie się i ta Liga.“
Z tego wnosić już łatwo, jaki się sejm gotował — i jak wytężone były wszystkie siły i intrygi — aby przykładem innych — zerwany został.
To zaś Morsztynowi i francuzkiéj klice zdawało się bardzo łatwem — bo dosyć było jednego posła przekupić i kazać mu okrzyknąć — veto — aby wszystkie narady i uchwały w łeb wzięły.
Z takiemi aprehensjami jechaliśmy do Warszawy, jawnie już mając wystąpić z przymierzem rakuskiem, które tylko to zabrało że je Papież przez nuncjusza miał popierać.
O sobie jak mi się pod te czasy działo — niewiele powiedzieć mogę, tyle tylko że u króla w łaskach byłem zawsze — a nawet coraz większe zdobywałem zaufanie, które, oprócz Szaniawskiego i Morawca we wszystkich zazdrość i niechęć ku mnie obudzało.
Bóg widzi żem z królewskiego dla mnie usposobienia nigdy na niczyją krzywdę nie korzystał — owszem, gdy król pytał o kogo, zawszem tłumaczył — zalecał, a żadnego sobie złego słowa do wyrzucenia nie miałem.
Najwięcéj się przeciwko temu oburzono — gdy — pomijając starszych we dworze, — król mi powierzył swój