Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stronę się przechyli) — niż po nim spodziewać się było można.
Mnóstwo okoliczności składało się na to, ażeby z Cesarzem iść raczéj i Papieżem przeciwko odwiecznemu wrogowi Polski turkowi, niż z królem Francji i Turkami przeciw domowi rakuskiemu.
Nikt tu Cesarza nie lubił, ani mu wierzył. Słyszałem nie jeden raz Sobieskiego, który na rok przed sojuszem, w przewidywaniu jego, powtarzał, iż niewdzięczności Cesarskiéj tak jest pewien, jak że żyw się czuje — ale dobrze zrozumiane Rzeczypospolitéj interessa nie dozwalały na żaden sposób podać ręki Turkom. Złamawszy potęgę Cesarską, dyktowaliby prawa Polsce i czynili z nią co chcieli a król Francji pewnieby jéj nie pomógł ani ratował, a niby mógł nawet myśleć o tem.
W dodatku Vitry, którego wysłano do króla, najniemilszym był wszystkim, bo z nikim się obejść nie umiał, aby pozyskać, zrażał dumą, szorstkością i szyderstwy...
Naostatek i sprawa siostry królowéj naszéj, pani Bethune we Francji przepełniła naczynie i królową naszą niemal do szaleństwa oburzyła.
Król Ludwik XIV, który chciał sobie pozyskać Polskę, bo nawet ze swoim protegowanym Tekelim, któremu pieniądze posyłał, aby go przeciw Cesarstwu ciągle na stopie wojennéj trzymać, nie mogła Francja mieć stosunków tylko przez Polskę, do czego tu trzymała osobnego agenta Duwernego. Tymczasem, gdzie szło o jakieś uchybienie przeciwko etykiecie i powadze Ludwika, którego się miała dopuścić siostra królowéj pani Bethune — nie wahał się król jéj zakazać