Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie był ci bez grzechu w czasie swojego pobytu w Paryżu, ale owéj jéjmości pani Brisacier nie pamiętał wcale.
— Boże mnie skarz — rzekł przytomnemu przyjacielowi, któremu listy były powierzone — Boże mnie skarz jeżeli sobie przypominam tę kobietę...
Ani wiem ani rozumiem... Lat upłynęło wprawdzie wiele, zapomniało się niemało — ale gdybym serdeczniejsze miał stosunki — juściż bym o nich pamiętał i coś kolwiek by z nich pozostało w sercu.
Powiedziałbym że.. oszustwo jest, na moją kieszeń wymierzone, ale królowa jejmość sama świadczy i zapewnia że świadomą jest tego i ręczy za uczciwość tych ludzi...
Król w piersi się bił.
Mea culpa! mszczą się grzechy choć późno na człowieku!! Ale uchowaj Boże dowie się o tem królowa!! Ona mnie wszystkie młodości mojéj Hanusie i Kasie po dziś dzień wspomina... będęż się miał za tę... Jakże się ona zowie? Brisacier! Brisacier! śmie... I ruszał ramionami uśmiechając się — ani wiem ani rozumiem.
Co tu począć??
Nosił się z tem król, słysząc, zafrasowany mocno przez dni kilka, wzdychał, radził z przyjacielem — naostatek w wielkiéj tajemnicy, nieśmiejąc odmówić królowéj fraucuzkiéj, postanowił list do Ludwika z interwensją za panem Sekretarzem wystosować. Ale łatwo przewidzieć było, że w Paryżu, gdzie na straży wszechpolskich stosunków, był de Bethune szwagier królowéj i ojciec jéj — owo pismo się nie utai... i... dojdzie do wiadomości Marysieńki.