Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z miłemi i z takiemi co go rozumieją... aleby to nie powinno przeszkadzać znać resztę i nią się interesować.
W zimie towarzystwo zamożniejsze ma galeryą, ma teatr wyborny, koncerta bardzo dobre, szlichtady, łyżwy w Grosser gartenie jak w bulońskim lasku... wreszcie swoje wieczory, teatr towarzyski i tym podobnie. Czas schodzi bardzo mile...
A! jakby to ślizgając się po stawku przy pochodniach w ogrodzie... uśmiechając wesoło twarzyczkom zarumienionym zabawą, należało pamiętać o tych bladych twarzach, które głód i chłód wybielił...
Na wiosnę i w lecie, gdy znowu zamożniejsi rozlatują się po wodach, po kąpielach... Drezno nieco opustoszałe jest może najmilszem; przybiera jeszcze bardziej fizyognomię wiejską... którą po trosze ma zawsze.