Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sze chodzenie na rekolekcye do kościoła — nie pomogą, Pan Bóg sądzić nas będzie z uczynków, wiara bez nich martwa...
Przez te lat kilka, cożeśmy to mieli zręczności widzieć w tem Dreznie... i jak obraz naszego w nim życia byłby w istocie zajmującym, dramatycznym, gdyby go w całej prawdzie można odmalować...
Niechcemy być narodem upadającym, nie upadajmyż moralnie.
Polityka w głowie niech sobie mieszka jeśli chce, ale nie zajmuje serca...
Równie nie pojmujemy tych co się wahali należeć do składki dla powracających do kraju... z powodów że ją urzędowa osoba zbierała, jak tych, co lękali się pomódz wypędzanym przez policyę saską gwałtownie na wszystkie cztery strony świata...
Najmniej dziwim się obejściu z nami panów urzędników tutejszych: ci widząc