Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szczów straszniejszej nie ma przepaści... pieśń i życie płyną na dwie strony przeciwne...
Niemcy dzisiejsi stoją na mogile przeszłości, która być wcale inną obiecywała, inne idee, programy, natchnienia; serca nie biją wtórem do pieśni proroczych; czoła nie jaśnieją myślą, która tak wysoko po nad świat wyniosła owych wielkich marzycieli!
Inni ludzie, inne czasy, inne pragnienia... tam była walka z rzeczewistością tu pokorna z nią zgoda... ideały Schillera uleciały w niebiosa. Zwyciężona Germania nie śmie i spojrzeć ku nim; z okiem wlepionem w ziemię pracuje na czarny chleba... przepraszam... na biały chleba kawałek.
Posągi niezrozumiałe, niewytłumaczone chorągwie, bezpłodne zapały; nazajutrz po-